Wspomnienie - Przesmyckie Stowarzyszenie Rozwoju Gospodarczego



List


MOJA DROGA!

Piszę do Ciebie, bo mam ciekawe wiadomości. Wydarzenia, które zmienić mogą moje życie. Właśnie – ŻYCIE!

Ale muszę od początku. Jak wiesz w swojej pracy robię wiele rzeczy. Zakres czynności szeroki: od meldunków, obsługę Gromadzkiej Rady i jej organów, prowadzenie spraw organizacyjnych i kadrowych , prowadzenia kasy urzędu. Właśnie z tą kasą mam najwięcej perturbacji. Najtrudniejsze są rozliczenia poboru należności podatkowych. Sołtysi – cztery razy w roku rozliczają się z zainkasowanych podatków przynosząc do mojej kasy milionowe pieniądze. Tak, tak… trzeba to wszystko rozliczyć, policzyć, popaczkować i zanieść do banku. Mam wiele odwagi cywilnej idąc przez rynek, a w ręku reklamówka z upchanymi pieniędzmi, 10 – 15 milionów.

Przeważnie chodzę sama. Czasem ktoś z pracowników mi asystuje. Jednak gdyby złodziej zaczaił się, wyrwał mi reklamówkę z pieniędzmi, to ani ja, ani asystujący mi pracownik nie zdążylibyśmy zareagować. Takie tu są warunki pracy. Dobrze, że dotychczas nic złego się nie wydarzyło.

Ale … wydarzyło się coś innego. Jak pewnie pamiętasz – byłaś u mnie w pracy – pracujemy w jednym dużym pomieszczeniu przedzielonym barierką z okienkami do każdego stanowiska pracy. Interesanci raczej nie wchodzą za barierkę. Takie rozmieszczenie stanowisk pracy powoduje, że w zasadzie wszyscy pracownicy o wszystkich wszystko wiedzą.

Tylko przewodniczący rady i sekretarz mają oddzielne pokoje.

Ale wracam do swoich problemów.

Pewnego dnia zjawił się inspektor Wydziału Finansowego Prezydium Powiatowej Rady Narodowej. Oznajmił, że przyszedł na kontrolę finansową, od razu do mnie na kontrolę kasy. Wiedząc o tym, że będę miała manko w kasie, bo pożyczyłam Lusi 100 zł, po cichu proszę go, aby skontrolował mi kasę za godzinę. Liczyłam na to, że wyskoczę na miasto i pożyczę od kogoś znajomego brakującą kwotę. Niestety pan inspektor nie zgodził się, mówiąc mi po cichu, że przysłano go tutaj właśnie na kontrolę kasy.

Ktoś podkablował???

Kontrolę zrobił skrupulatnie, protokół z mankiem wysmarował i … tu zaczęła się moja udręka. Co będzie? Jaką dostanę karę? Czy wyrzucą mnie z pracy? Czy dostanę naganę? Co będzie gdybym miała nie pracować? W domu finansowo nie najlepiej?

Domysłom nie było końca. Martwiłam się bardzo!

Na drugi dzień wpłaciłam brakującą w kasie kwotę, ale to nie zmieniło faktu – pan inspektor poszedł z protokółem do swoich powiatowych zwierzchników. Przewodniczący Gromadzkiej Rady i sekretarz pocieszali mnie, że może jakoś mi darują, że może tylko dostanę naganę na piśmie z wpisaniem do akt, że może wszystko będzie dobrze.

Kilka dni czekałam na werdykt.

Po czym wezwano mnie do przewodniczącego powiatowej rady na dywanik. Dzień, godzina i… mój wielki strach!!! Nigdy nie byłam u przewodniczącego w gabinecie. A szczególnie w roli winowajcy.

Jak wiesz jestem solidna i nigdy nie pozwalam sobie na nierzetelność, czy kombinowanie. Szczególnie z państwową kasą. Ale wtedy kuzynka mnie tak prosiła. Przed wielkanocnymi świętami miała pilne i duże wydatki, z którymi nie mogła się uporać. Uległam. Raz jedyny i… taka wpadka!

Na dywanik do powiatu szłam na nogach z waty. Przyjęto mnie nadspodziewanie przychylnie. Pan przewodniczący przy udziale sekretarza powiatu, zapoznał mnie z protokołem kontroli i powiedział, że w pracy mamy nieciekawą sytuację, ponieważ jest pracownik, który wszystko donosi. Nadzór kontrolny powiatu wszystko o nas wie.

Tak – Moja Droga – moja najlepsza koleżanka z pracy, o wszystkim donosiła. Tak bardzo chciała wykazać się jako sumienny i lojalny pracownik.

Po krótkiej rozmowie dotyczącej kontroli /moje serce na ramieniu!/ pan przewodniczący powiedział, że daje mi ustne upomnienie, że sprawa kontroli powinna być dla mnie nauczką /moje serce zastanowiło się?/, a on ma dla mnie propozycję /serce zrobiła się znakiem zapytania?/ : czy chciałabym zostać sekretarzem gminy, ponieważ od nowego roku gromadzkie rady będą likwidowane, a w ich miejsce powstaną urzędy gmin – nowe struktury samorządowe.

I tak – Moja Droga – z wielkiego strachu, w sercu powstała wielka radość.

Chociaż pracuję tylko 3 lata, doceniono moją pracę. Propozycję dostałam ja, a nie moja koleżanka-donosicielka. A każdy awans, czy finansowy, czy zawodowy, jest miły.

Propozycja, którą mi złożył przewodniczący powiatu wiąże się z potrzebą edukacji na półrocznym kursie, opanowania wiedzy nieznanej mi; wiąże się ze zmianą miejsca pracy i – niewykluczone – zmianą miejsca zamieszkania. Nowa praca, nowi ludzie, nowy adres, nowy urząd… Czekają mnie ogromne zmiany w moim życiu. Ale się cieszę!

I popatrz – to co miało być ogromnym negatywnym stresem, w rezultacie zmieniło się w ogromny pozytywny stres i pytanie – co będzie dalej!? Czy się cieszę?

Oczywiście! Jestem zaciekawiona nowościami, które na mnie czekają. Już za dwa miesiące rozpoczynają się wykłady w Siedlcach przygotowujące kandydatów na naczelników gmin i kandydatów na sekretarzy urzędów gminnych. Jak zaliczę półroczny kurs będę pracować w Huszlewie lub w Przesmykach. Zaproponowano mi do wyboru dwie gminy. Nie wiem na którą się zdecyduję, bo nie mam żadnej wiedzy jacy tam ludzie mieszkają, a jacy mieszkańcy taka z nimi praca.

Zaczynam się bać tych zmian. To będzie jednak rewolucja w moim życiu.

Będę Cię systematycznie informować o postępie działań w tym temacie.

Sama jestem ciekawa jak to się wszystko ułoży.

Na koniec refleksja jest taka, że nie każde zło kończy się źle. W moim przypadku zaczęło się od manka w kasie, a skończyło na awansie. Oby tak dalej.


Pozdrawiam!

wysłuchała Barbara Leśniczuk

POWRÓT DO WSPOMNIEŃ