Wspomnienie 9 - Przesmyckie Stowarzyszenie Rozwoju Gospodarczego


                                 O tym jak elektryfikację wprowadzano


„Żeby w roku 1965 w Przesmykach, Raczynach, Rzewuskach, Lipinach, Górkach, Kukawkach, Tarkowie, Zalesiu i nie pamiętam już gdzie jeszcze, mogła pojawić się elektryczność pracowano już zimą 1964 roku. Do Przesmyk i tych okolicznych wsi przewieziono pracowników, którzy stawiali słupy, montowali na nich „druty” oraz wszystkie te przewody, rurki i inne urządzenia znajdujące się na słupach oraz w domach i budynkach gospodarczych. Pracownicy pracujący przy elektryfikacji zakwaterowani byli u mieszkańców, którzy musieli zapewnić im wyżywienie. W moim rodzinnym domu mieszkało dwóch mężczyzn. Nie pamiętam ich nazwisk, ale u jednego z sąsiadów mieszkał bardzo charakterystyczny mężczyzna – nazywali go Wujek Wieża bo był bardzo wysoki; rękawy służbowego waciaka kończyły się u niego daleko przed dłońmi. Był to ciekawy czas: nowi ludzie, często z daleka, przywozili ze sobą nowe opowieści, było też więcej bójek
a miejscowy bar stał się popularnym miejscem spędzania wolnego czasu przez gości. Trzeba w tym miejscu jeszcze powiedzieć, że wszystko to, co było potrzebne aby w pojawiło się
u nas światło, musieliśmy przywieźć własnym transportem ze stacji PKP w Mordach.
W tamtych czasach własny transport to był wóz ciągnięty przez konia lub dwa konie. Albo to były sanie, gdy już leżał śnieg. A zimy były wtedy prawdziwe – z wysokimi zaspami i dużym mrozem. Zanim to wszystko przywieźliśmy musieliśmy wykopać doły, w których stawiano słupy. Ręcznie musieliśmy wykopać – nie było koparek. Gdy kopaliśmy dół na pojedynczy słup, to jeszcze pół biedy ale gdy na podwójny to była bardzo ciężka praca, bo trzeba było wykopać dół szerokości 3 metrów i chyba nawet większej niż 3 metry głębokości. Ale czego się nie robi dla postępu. Mówiąc „my” mam na myśli wszystkich mieszkańców bez względu na to, czy na ich posesjach był słup czy nie; pracę rozdzielano sprawiedliwie. Musieliśmy też zapłacić za elektryfikację – nie były to duże koszty, ale jednak. Musieliśmy też dopłacić za możliwość uzyskania większej mocy niż standardowa jeżeli komuś była potrzebna.  
Wreszcie nastał dzień, gdy miał być włączony prąd. W świetlicy zebrało się wielu mieszkańców i oficjeli i został włączony prąd – zaświeciła się żarówka! I od tamtego momentu nasze życie zaczęło się zmieniać.„
Zmieniać? Jak to?
„Zniknął kierat. I dzieci nie miały już zajęcia.”  (Śmiech)
???
„Kierat potrzebny był do uruchomienia sieczkarni, w której cięło się słomę na sieczkę do jedzenia da zwierząt. Kieratem poruszały konie, które chodziły w kółko a specjalny przekaźnik poruszał sieczkarnią. To skomplikowane….. W każdym razie konie trzeba było poganiać, bo same nie chciały chodzić a że nie była to ciężka ani niebezpieczna praca, to wykonywały ją dzieci. No nie takie całkiem małe ale takie, które rozumiały , że koń to jednak duże zwierzę i że nie zachodzi się go od tyłu. Nie patrz tak na mnie! Tak było dawniej na wsi: wszyscy odkąd dali radę i dokąd dali radę pracowali. A Ty nie pracowałaś?”
Pracowałam. Ale dopiero jak miałam około 10 lat przy zbiórce siana – zgrabiałam to,
co zostało na pokosie po zebraniu wałka albo paczkownicy. To była lekka i przyjemna praca. A gdy byłam nastolatką, to zbierałam ziemniaki. To była już mniej lekka praca ale byłam starsza.
„No widzisz! Wracajmy do tematu. W miejsce kieratu pojawił się silnik elektryczny. Przystosowywano do niego sieczkarnie, maszyny do młócenia zboża, wialnie do oczyszczania zboża i praca była lżejsza i szła szybciej. Kupno takiego silnika to była cała wyprawa. Pojechaliśmy, chyba w 10 osób, do Białej Podlaskiej, kupiliśmy silniki, wynajęliśmy Stara i przyjechaliśmy do Przesmyk.”
A czy mieszkańcy nie bali się elektryczności? Przecież rolnicy to ludzie racjonalni a prąd to coś czego nie da się dotknąć czy zobaczyć? I nie chodzi mi o takie stwierdzenie: do tej pory żyłem bez prądu to będę żył i dalej, nie potrzebuję tego – bo to jest przejaw zacofania.
„To prawda, że prądu nie widać ale widać efekty jego działania. Poza tym w Kamiankach
i tamtej części Gminy elektryczność była wcześniej i ludzie już wiedzieli, że to dobra rzecz.”

Wysłuchała i spisała Grażyna Paprocka


POWRÓT DO WSPOMNIEŃ